Migracja sklepu na nową platformę — jak nie stracić pozycji w Google i sprzedaży po przeprowadzce
Decyzja o zmianie platformy zwykle dojrzewa miesiącami. Stary sklep ogranicza, brakuje funkcji, koszty utrzymania rosną, a kolejne integracje wymagają obejść. Aż w końcu zapada decyzja: przenosimy się. I wtedy zaczyna się prawdziwe wyzwanie, bo migracja to nie „przeklejenie produktów do nowego sklepu”. To projekt, w którym łatwo stracić pozycje w Google, ruch z reklam, dane klientów i historię zamówień — często niezauważalnie, w sposób, który widać dopiero kilka miesięcy później na wykresie sprzedaży. W tym wpisie pokazujemy, co realnie dzieje się podczas migracji, gdzie najczęściej znikają pozycje i sprzedaż oraz jak przejść przez ten proces tak, żeby nowy sklep startował na pełnych obrotach, a nie odbudowywał wyniki od zera.
Dlaczego migracja to projekt, a nie „przeprowadzka”
Z zewnątrz wygląda to prosto: bierzemy produkty, klientów, zamówienia, wrzucamy w nową platformę i ruszamy. W praktyce między starym a nowym sklepem trzeba przenieść znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka — a każdy z tych elementów ma własne pułapki.
Migracja to projekt, w którym kolejność i przygotowanie znaczą więcej niż samo techniczne przepięcie. Najbardziej kosztowne błędy popełnia się przed startem prac, a ich skutki wychodzą dopiero po publikacji nowego sklepu.
Gdzie najczęściej znikają pozycje w Google
Spadek pozycji po migracji to nie pech ani „kara Google” — to zwykle przewidywalna konsekwencja paru konkretnych zaniedbań. Każde z nich da się przewidzieć i obejść, jeśli wie się, gdzie patrzeć.
Plan przekierowań — serce migracji SEO
Najważniejszym elementem migracji z punktu widzenia ruchu jest mapa przekierowań ze starych adresów na nowe. To ona decyduje, czy Google wie, gdzie szukać tych samych treści po przeprowadzce, a klient klikający w stary link z reklamy albo zakładek trafia tam, gdzie powinien.
Kolejność, w której to robić
Migracja zrobiona po kolei i bez pośpiechu to migracja, której klient nawet nie zauważy. Migracja zrobiona „w weekend, bo szef chce już” to dwa miesiące gaszenia pożarów. Sensowny harmonogram wygląda podobnie niezależnie od skali sklepu.
1
Inwentaryzacja treści, integracji, danych klientów, pozycji w Google i ruchu. Bez wiedzy, co tracisz, nie da się zaplanować, co przenieść — i nie zauważysz, co zginęło
2
Lista URL-i, mapowanie na nową strukturę, plan przekierowań, decyzje o treściach. Najważniejszy dokument całego projektu — powstaje przed rozpoczęciem prac technicznych
3
Sklep stawia się tam, gdzie nie sięga Google ani klienci. Pełen import danych, konfiguracja integracji, testy zamówień, płatności i kurierów na realnym scenariuszu
4
Moment przełączenia ruchu. Przekierowania włączamy razem z nową wersją, nie godzinę później. Stara wersja zostaje na razie offline, ale dostępna na wypadek cofnięcia
5
Sprawdzanie błędów, indeksacji w Google Search Console, ruchu, koszyków. Pierwsze 2–4 tygodnie po starcie to czas, w którym wyłapuje się to, co nie wyszło na testach
Co warto przemyśleć przy okazji
Migracja jest dobrym momentem, żeby zrobić rzeczy, które na starym sklepie odkładałeś latami. To rzadka okazja, gdy i tak wszystko jest „rozebrane”, więc dodatkowy zakres kosztuje mniej niż osobny projekt później.
Sygnały ostrzegawcze w ofertach na migrację
Migracje to obszar, w którym oferty mocno się rozjeżdżają — od „przeniesiemy w weekend” po wielomiesięczne projekty. Co warto wyłapać, zanim podpiszesz umowę.
1
Obietnica bez konkretów. Dobry wykonawca powie, jak zrobi mapę przekierowań, co z mapą strony, jak zabezpieczy indeksację. Brak tych elementów to puste hasło
2
„Stawiamy nowy i przełączamy” bez środowiska testowego oznacza, że pierwszy test integracji, zamówień i płatności robisz na żywym ruchu. To zły moment na odkrywanie błędów
3
Jeśli coś pójdzie nie tak po starcie, musi istnieć sposób na szybki powrót do starej wersji albo zatrzymanie problemu. Pytaj wprost, co dzieje się w razie awarii
4
Migracja nie kończy się w dniu publikacji. Indeksacja, błędy, drobne korekty — to wszystko dzieje się w pierwszych tygodniach. Ten etap powinien być w ofercie
Od czego sensownie zacząć
Migracja jest projektem, w którym przygotowanie waży więcej niż wykonanie. Najgorszy moment, żeby zacząć ją planować, to dzień, w którym ma się odbyć.
- Zinwentaryzuj, co masz dziś. URL-e, treści, integracje, dane klientów, pozycje w Google. Bez tej listy migracja jest jazdą po omacku.
- Wybierz nową platformę pod sklep, nie odwrotnie. Decyzja powinna wynikać z tego, jak sprzedajesz i gdzie chcesz być za dwa lata, a nie z mody albo najtańszej oferty.
- Zaplanuj SEO przed pracami technicznymi. Plan przekierowań i decyzje o treściach powstają najpierw. Dopiero potem ma sens budowanie nowej wersji.
- Nie startuj w sezonie. Tuż przed Black Friday albo świętami to najgorszy możliwy moment. Zostaw sobie 2–3 miesiące spokoju po starcie na wyłapanie tego, co nie wyszło.
Dobrze przeprowadzona migracja jest niezauważalna z punktu widzenia klienta i niezauważalna z punktu widzenia Google. Zła migracja widać miesiącami — w spadkach pozycji, mniejszym ruchu i odbudowywaniu wyników od nowa. Różnica między jedną a drugą zwykle nie leży w samej platformie, tylko w tym, co się wydarzyło przed jej uruchomieniem.


